| Zwyczaje Wielkanocne |
|
|
|
| Wpisany przez Administrator |
| środa, 14 lipca 2010 14:33 |
|
Wiele obrzędów i zwyczajów ludowych ściśle wiązało się ze Zmartwychwstaniem Pańskim i poprzedzającym go Triduum Paschalnym. Już tydzień przed Wielkanocą, wierni nieśli palmy do kościoła, aby je poświęcić. Wykonywano je z bazi, gałązek drzewa zwanego oliwnym i pierwszych gałazek z zielonymi listkami. Poświęcone palmy zanoszono na poddasze domu, wierząc, że będą chroniły go przed pożarem.
W Wielkim Tygodniu rolnicy raczej wystrzegali się prac polowych. Wyjątkowo gospodynie, sadziły w przydomowych ogródkach trochę wczesnych ziemniaków, by je móc wykopać już na lipcowy odpust górecki - na M.B. Szkaplerzną.
W Wielką Sobotę niesiono do kościoła niewielkie ilości wszystkich potraw wielkanocnych, aby je poświęcić. W tym dniu kapłani święcili również ogień i wodę. Poświęcony ogień przynoszono do domów i przetrzymywano do pierwszego dnia świąt, a potem tym ogniem rozpalano pod piecem i gotowano świąteczne śniadanie.
Podczas przedświątecznych przygotowań, oprócz baranka i zajączka, obowiązkowo pieczono murzyna z ciasta drożdżowego. Dla każdego domownika formowało się oddzielny bochenek i zapiekało się w nim boczek i białą kiełbasę. Nazwa "murzyn" wzięła się stąd, gdyż uważano, że taki bochenek jakby miał "duszę" - wkładkę mię sną, ale nieochrzczoną - podobnie jak w większości Murzyni. Wypiekami wszelkiego rodzaju ciast, babek wielkanocnych, kołaczy, "zawijaków" - makowców zajmowały się gospodynie. A piekły je w piecach wypalanych drewnem w tzw. "piekarszczokach". Były one prawie w każdym domu, bo służyły do wypieku chleba. Natomiast gospodarze wykonywali prace przy obejściu - sprzątali, przygotowywali karmę dla zwierząt, by w święta zrobić tylko to co konieczne. Dzieci oczywiście pomagały rodzicom, ale przed wszystkim do nich należało malowanie jajek. Niedziela Wielkanocna przebiegała w głębokiej atmosferze religijnej i byłą wielkim świętowaniem. Wczesnym rankiem szło się do kościoła na Rezurekcje, a po południu również i na uroczyste Nieszpory. Nie wolno było iść w odwiedziny do krewnych, znajomych, czy sąsiadów. W dzień Zmartwychwstania Pańskiego, z szacunku do pamiątki wydarzeń Wielkiej Nocy, nie zmywano naczyń, nie zamiatano podłóg. Po obiedzie nie ucinano drzemki, bo wierzono, że później dojrzałe łany zbóż mogą się powalić. Zamiast tego gospodarze obchodzili swoje pola, prosząc o Boże błogosławieństwo przed czekającymi ich już wkrótce pracami na roli.
W Poniedziałek Wielkanocny czyli "śmirgust" od samego rana było wesoło i głośno z powodu wielkiego lania wodą. Już w czasie mszy św. ksiądz kropił wiernych wodą, ale to na "aspergesme", a po nabożeństwie szybko się przebrał i lanie było porządne, nie z kropielnicy, ale z wiadra,. Było ogromnego śmiechu, nikt się nie obrażał. No, ale i wtenczas proboszczowi Franciszkanów Szuścikowi też to nie uszło na sucho. Kawalerowie polewali panny wodą, a także bili po nogach "krawaczami", czyli biczami, które wcześniej upletli sobie sześciu albo ośmiu gałązek wierzbowych. Oba te zwyczaje miały być pamiątką tego, jak Żydzi przepędzali grupy ludzi przekazujących sobie wiadomość o Zmartwychwstaniu Pańskim. Dzieci zaś szukały prezentów w ogrodzie, które tam dla nich przyniósł i ukrył zajączek. Znajdowały jak zwykle w trawie pod drzewem. Poniedziałek Wielkanocny był też dniem odwiedzin i zabaw zwanych "śmigustówkami". Natomiast od południa pod okna domów zachodziły dwie lub trzy dziewczynki ubrane w odświętne stroje ludowe. Nosiły "goiczek" - małą choinkę przybraną wstążkami, dzwoneczkami i ptaszkami zrobionymi z wydmuszek. A tak śpiewały, potrząsając "goiczkiem": "Goiczek zielóny pieknie przystrojóny. Za śpiew otrzymywały zwykle drobne datki i coś ze świątecznego stołu - jajka, kawałek ciasta. Piosenka ta miała wiele zwrotek i była dostosowana do mieszkańców danego domu. Dziewczyny śpiewały o gospodyni i gospodarzu, o pannach "do wzięcia" oraz kawalerach. Szedł Jezus przez Beskidy |





